Przemoc w środkach masowego przekazu

5/5 - (2 votes)

Rodzice są coraz bardziej zatroskani tym co widzą. Sonda przeprowadzona na zlecenie Family Channel wykazała, że 58% matek i ojców „często” lub „od czasu do czasu” odczuwa niepokój z powodu tego, co razem z dziećmi obejrzeli w telewizji. Jedynie 17% utrzymało, że takie uczucia są im obce.

Wyniki inne ankiety przeprowadzonej dla magazynu „Parents” dowodzą, że fala niezadowolenia wśród widzów wzbiera równolegle z oburzeniem przeciętnych rodziców. Dwie trzecie respondentów opowiedziało się za utrzymaniem wymogów etycznych stawianych programom kwalifikowanym do emisji; około 74% domagało się wyeliminowania z anteny przekleństw, 72% wyrażało analogiczny pogląd na temat audycji ośmieszających religię; 64% żądało, by sieci telewizyjne przestały szydzić z tradycyjnych instytucji, takich jak małżeństwo i macierzyństwo. W tej sytuacji nie powinien dziwić fakt, że przeszło 70% badanych oceniło jakość programów jako przeciętną lub bardzo złą. [1]

Ta negatywna ocena wynika również z treści przemycanych przez telewizję po kryjomu obok otwarcie prezentowanej przemocy i upadku moralnego. Ogólnie rzecz biorąc emitowane programy odzwierciedlają poglądy obozu przeciwników rodziny w amerykańskiej wojnie o wartości. Od wielu lat normalne ludzkie stadło jest na srebrnym ekranie czymś w rodzaju ciekawostki. Istnieją oczywiście bardzo interesujące wyjątki, takie jak choćby „Bill Cosby Show” i „Family Ties”, mimo to pisujący w „Washington Post” krytyk, Tom Shales, dostrzegł w przeglądzie sezonu 1988/89 systematyczny zanik programów rodzinnych. Oto co napisał:

„Tematyka audycji nadawanych w czasie największej oglądalności jest ściśle prorozwodowa. Poza dość problematycznym wyjątkiem w postaci „Roseanne” (telewizja Polsat), rodzina ma szansę stać się bohaterka mydlanej opery, tylko wtedy, gdy jest w stanie rozkładu. Samotni rodzice, wdowy, wdowcy oraz rozwiedzeni mnożą się ostatnio ponad miarę, z czego płynie wniosek, że dla redaktorów telewizyjnych realną wartość prezentują tylko związki bezwartościowe („Washington Post”, 2 października 1988r.).”[2]

Shales nie jest jedyną osobą, która zauważyła ten dziwaczny trend. Mimo, że nadawcy z wielką pasją obalają kolejne tabu, by móc pokazać więcej nagości ekscentrycznego seksu i wyuzdania, są dziedziny, w których wydają się stosować restrykcyjną autocenzurę. Publicysta Jeff Greenfield zauważył, że najpopularniejsze stacje zajmują się dosłownie wszystkim, poza sprawami najbardziej fundamentalnymi dla naszego istnienia. Pisał o tym tak:

„[Nadawcy] zaczęli dłubać przy zagadnieniach, które kiedyś uznawano za absolutnie niedostępne dla telewizji rozrywkowej. A jednak najważniejsze, wspólne dla całej ludzkości sprawy – takie jak zdolność do miłości, ufności, szczerości i moralnego wychowania dzieci – wydają się być poza ich zasięgiem.” [3]

To jasne, że tak w telewizji, jak i w kinie religia jest bardzo ignorowana, albo, co gorsza atakowana i wyśmiewana. Dr Martin Marty z University of Chicago twierdzi, że z jego własnych badań nad popularnymi filmami wynika wprost, że religia jest tam traktowana z lekceważeniem „Chrzcimy i żenimy się w imię; stając w obliczu śmierci, uciekamy się do niej jako do najobfitszego źródła nadziei. Jest więc dziwne, że Hollywood tak demonstracyjnie pomniejsza jej znaczenie” – mówi Marty.[4]

Tak się niefortunnie składa, że elity kulturalne i ich wartości panują niepodzielnie na hollywoodzkim panteonie. Z tej wysokości mogą nieustannie promować własne poglądy – a więc sekularyzm, postępowość, wyzwolenie seksualne i radykalny feminizm oraz zwalczać przeciwne – tak jak religijność, tradycja, rodzina i patriotyzm. Wartości popularne w Hollywood znajdują się przeważnie w stanie wojny z zapatrywaniami przeciętnego Amerykanina.

Podczas gdy wielu telewizyjnych luminarzy zaprzecza, jakoby usiłowali wywierać wpływ na sposób myślenia i wartościowania szerszej publiczności Teddowi Turnerowi z Cable News Network (CNN) należą się przynajmniej pochwały za szczerość. Przemawiając do grupy nadawców z całego świata, poczynił on takie oto zaskakujące wyznanie:

„Delegaci na Zgromadzenie Organizacji Narodów Zjednoczonych nie są tak ważni, jak osoby siedzące w tej sali (czyli właściciele stacji telewizyjnych). To my decydujemy o tym, co myślą ludzie. Nikt inny tylko my. („AFA Journal”, październik 1989r.)” [5]

„Jeśli Turner ma rację, to warto się zastanowić, czyje ręce modelują opinię publiczną. On sam twierdzi, że „chrześcijaństwo, to religia przegrana” i zdarza mu się nazwać wyznawców Chrystusa durniami. Ostatnio zasugerował, że cała mądrość dziesięciorga przykazań powinna zostać zastąpiona zestawem jego własnych reguł, wśród których jest i taka, że żadna rodzina nie powinna mieć więcej niż dwoje dzieci ([6]), chyba, że dostanie pozwolenie od rządu. Choć dziwak i ekscentryk, Turner nie jest osamotniony w swej alienacji od tradycyjnych amerykańskich wartości”. [7]

[1] Za: James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.238

[2] James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.208

[3] James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.208

[4] James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.208

[5] James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.209

[6] Z tym poglądem akurat się zgadzam (przyp. własny).

[7] James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.210

image_pdf

Wkład kina i telewizji w toczącą się wojnę o wartości

5/5 - (2 votes)

Wkład kina i telewizji w toczącą się wojnę o wartości był i jest przemożny. W przypadku telewizji chodzi nie tylko o przekazywane przez nią treści, ale również o cały wpływ, jaki wywiera na życie rodzinne. W wielu domach rozmowy przy stole zostały zastąpione wspólnym patrzeniem w ekran. Godziny wieczorne, kiedyś zarezerwowane na dzielenie się sprawami mijającego dnia, są dziś powszechnie spędzane przed telewizorem.

Naukowcy szacują, że każde statystyczne dziecko między szóstym a osiemnastym rokiem życia, poświęca oglądaniu telewizji od piętnastu do szesnastu tysięcy godzin (dla porównania, w szkole przebywa tylko przez trzynaście tysięcy godzin). [1] Nawet nie mając sześciu lat przedszkolaki wysiadują bez końca przed „magicznym okienkiem”. Dzieje się tak szczególnie w rodzinach rozbitych, gdzie telewizja zaczyna spełniać rolę elektronicznej niańki. Skutki są zazwyczaj opłakane. Jeśli wierzyć statystykom, łączny czas rozmów z własnym ojcem jest w przypadku każdego Amerykanina mniejszy niż liczba godzin poświęconych telewizji tylko w ciągu pierwszych sześciu lat życia.

Liczba godzin spędzanych przez dzieci przed telewizorem jest zatrważająco wysoka. Jeszcze bardziej niepokoi antytradycyjna i antyrodzinna retoryka, którą nasycona jest większość programów, oraz stale serwowana na srebrnym ekranie dawka przemocy i wolnego od konwencji seksu.

Przeciętny maturzysta widział w swoim niedługim życiu osiemnaście tysięcy morderstw. Wszystkie w telewizji, której poświęcił w sumie dwadzieścia dwa tysiące godzin. Zgodnie z wynikami badań przeprowadzonych w filadelfijskiej Anneburg School of Communications 55 % bohaterów audycji nadawanych w czasie największej oglądalności jest co najmniej raz w tygodniu uwikłanych w gwałtowne konfrontacje. W rzeczywistym świecie, który podobno pokazuje telewizja wskaźnik ten nie przekroczyłby nawet jednego procenta.

Znaczne złagodzenie administracyjnej kontroli eteru oraz zamknięcie komórek odpowiedzialnych w poszczególnych stacjach za przestrzeganie norm obyczajowych spowodowało zalew wulgarności. Słownictwo, którego jeszcze przed kilkoma laty nie wypuszczono by na antenę, dziś gości w naszych domach podczas nadawania tzw. pasm rodzinnych.

Sceny niebywałej przemocy są w tym czasie zjawiskiem normalnym. W jednym z nadawanych ostatnio filmów nie tylko pokazano stosunek seksualny ze wszystkimi szczegółami, ale dodatkowo uraczono widzów sceną zlizywania przez psa krwi sączącej się z głowy ofiary morderstwa.

Dr Leonard D. Efrom, profesor psychologii z University of Illinois w Chicago, przez dwadzieścia dwa lata badał grupę czterystu przedstawicieli telewizyjnej widowni, by w końcu dojść do następującego wniosku:

„Nie ma najmniejszej wątpliwości, że częste oglądanie gwałtownych scen jest jedną z przyczyn agresji, przemocy i przestępstw.”[2]

Amerykańska Akademia Pediatryczna ostrzega, że dzieci nie powinny oglądać telewizji dłużej niż przez dwie godziny dziennie, w przeciwnym razie grożą im trwałe urazy emocjonalne, powstałe za sprawą obrazów pełnych seksu i przemocy. Wielu przedstawicieli przemysłu rozrywkowego sądzi jednak, że ma spełnienia misje przetestowania dopuszczalnych granic swobody programowej. Steve Bochco, producent popularnego serialu L.A. Lave, emitowanego przez sieć NBC, powiedział:

„Chciałbym móc pogrzeszyć tak samo, jak wszyscy dookoła, bo tez mam do tego pełne prawo. Byłby więc szczęśliwy, gdyby nie istniały żadne kodeksy moralne krępujące nadawców”.[3]

[1] Za: James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.205.

[2]James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.207.

[3] James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.209.

image_pdf

Telewizja – muza mas

5/5 - (2 votes)

W dzisiejszych czasach bohaterem numer jeden staje się szklany ekran. Jest nowym guru dzieci zapatrzonych w kreskówki, młodzieży po kryjomu lub też otwarcie oglądającej filmy „dozwolone od lat 18-tu”, matek biernie śledzących losy wenezuelskich piękności i ojców tępo wpatrzonych w mecz na szklanym ekranie. W dobie tego nowego „bożka”, który w ostatnich latach święci swe triumfy, znika powoli teatr, opera i majówki rodzinne za miastem. „Akt otwarcia książki, pójścia na wystawę, do teatru, na koncert wymaga wyjścia z codzienności i przełączenia się na inną rzeczywistość. Cały ten szum wokół kupowania biletów, szukania książki w bibliotece czy w księgarni, wychodzenia w niepogodę na zewnątrz, czy znoszenia tłoku przy wejściu sprawia, że telewizja staje się jeszcze bardziej niektórych atrakcyjna: ciepły kocyk, zacisze domu i wsysająca „magia szklanego ekranu”.

„Ta tak zwana „magia szklanego ekranu” – frazes funkcjonujący w języku taniej „poezji” dziennikarzy – naprawdę konotuje niesłychanie ważny fenomen z pogranicza psychologii i metafizyki. Zasługuje więc na baczną uwagę (…). Telewizja okazuje się bowiem nie po prostu jednym z wielu mediów, neutralnych nośników informacji, ale aktywnym producentem f a n t o m ó w. Wykorzystując i nadużywając nasze odruchowe i bezkrytyczne zaufanie do zmysłu wzroku (zawsze najwyżej ceni się „naocznych świadków”), zarazem – przez fakt wciśnięcia w fotel –pozbawia człowieka świadomości i konieczności kontrolowania danych wzrokowych przez zmysł dotyku. Dotyk, stanowiący (…) dla człowieka specyficzny zmysł realności, staje się u „tele-widza” czymś zbędnym. Oryginalność urządzenia, które oferuje cud tele-widzenia, czyli widzenia na odległość niedostępną zwykłemu wzrokowi, a priori zwalnia go od sprawdzania, czy to, co ogląda, istnieje naprawdę.”[1]

Telewizja jest tym bardziej niebezpieczna, iż stała się niemal autonomiczną instytucją, trzecią siłą, a może wręcz pierwszą, ponieważ, „kto ma telewizję, ten ma władzę”. Jest to władza nie tylko w sensie politycznym, ale dotyczy również panowania nad mentalnością i zachowaniami indywidualnymi i społecznymi w skali masowej. Moc religii czy ideologii okazuje się śmiesznie słaba w porównaniu z „opium” telewizyjnym, jako, że ostatnie nie wymaga nic od swego konsumenta. Za symboliczną opłatę oferuje mu swe usługi – przeniesienia w świat rozrywki łatwej, przyjemnej i ekscytującej. Ponadto, bez uciekania się do przemocy czy nawet perswazji, pozostawia pełną „wolność” w każdej chwili naciśnięcia wyłącznika bądź przełącznika.

I właśnie ta wolność i łatwość stanowi o uwodzicielskiej mocy telewizji, gdyż bazuje na skłonności do lenistwa umysłowego, moralnego i estetycznego. Pozorując wybór, usprawiedliwia tkwiącą w nas tendencje do inercji.


[1] Jadwiga Mizińska, Uśmiech Hioba. Filozoficzne troski współczesności, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 1998.

image_pdf

Zmiany form zachowania: wpływ kultury, technologii i środowiska na ludzkie postawy i zachowania

5/5 - (3 votes)

Wstęp

Zmiana i przemiana nie oznaczają zubożenia czy wyłącznie jakiegoś zniknięcia obyczaju czy formy zachowania. Pojęcia te mogą zawierać wzbogacanie obyczajów, powstawanie innych, kontynuację i życie w innym kontekście. Na ten proces należy tu zwrócić szczególna uwagę, gdyż wiele osób nie dostrzega przemian i zmian obyczajów. Niektórym wręcz się wydaje, iż obyczaj to relikt minionej przyszłości. A przecież obyczaje wyłaniają się według Sumnera z naturalnych sposobów postępowania w społeczności i oddziałują na następne pokolenia. W trakcie przekazu nabierają jednak sił społecznych, kształtują filozofię życiową grup i zdecydowanie wpływają na światopogląd jednostki. We współczesnym życiu mogą sięzresztą łączyć z innymi obyczajami, co wcale nie musi być negatywie z góry oceniane. To, że ustawicznie ulegają zmianom, z czasem upadają i giną, nie znaczy,że wyobraźnia i ocena jednostki nie kształtują się pod ich wpływem, że można się całkowicie wyzwolić spod ich rygoru. Bowiem człowiek postrzega świat przezśrodowisko kulturowe, w którym wzrasta, które go kształtuje i które mu dostarcza gotowych wzorów do postępowania.[1]

Jeśli zgodzić się z tym poglądem, to konsekwencja jego jest siła i trwałość istnienia obyczajów. Istotnie tak jest, że człowiek rodząc się w określonej społeczności lokalnej, rosnąc w niej, przyjmując jej obyczaje, jako wzorce kulturowe, i naśladując je, staje się dopiero członkiem wspólnoty. To właśnie obyczaje formułują go na określonego członka wspólnoty czy to regionalnej, czy religijno-wyznaniowej. Śmiało można zaryzykować pogląd, że tak, jak powietrze, tak samo nieświadomie przyjmuje człowiek obyczaje swego środowiska.

W pełni można się zgodzić z N. Eliasem, że są pewne trudności w ukazywaniu przemian obyczajów. Pisze on: „Niełatwo jest ukazać dynamikę tego procesu, w sposób klarowny i poglądowy, a to z tej właśnie przyczyny, że przebiega on tak powoli, niejako zupełnie drobnymi kroczkami, a ponadto wśród przeróżnych odchyleń i wahań, zakreślając mniejsze i większe krzywizny”[2].

Zmiany form zachowania to złożony proces, który dotyczy zarówno jednostek, jak i zbiorowości ludzkich. W ciągu dziejów ludzkość doświadczała różnych przemian, które wpływały na sposób funkcjonowania społeczeństw i kształtowania ludzkich postaw. W niniejszym eseju przedstawimy trzy kluczowe czynniki, które wpływają na zmiany form zachowania: kultura, technologia i środowisko.

  1. Kultura

Kultura jest jednym z głównych czynników wpływających na formy ludzkiego zachowania. To właśnie kultura wyznacza wartości, normy, przekonania i tradycje, które kształtują sposób, w jaki ludzie myślą, czują i działają. W miarę jak społeczeństwa się rozwijają, ewoluują również ich systemy wartości i zachowań, które mogą prowadzić do znaczących zmian w ludzkim życiu.

Na przykład, zmiany wartości w odniesieniu do równości płci, prawa kobiet i wolności seksualnej miały ogromny wpływ na postawy i zachowania ludzi w ciągu ostatnich stuleci. Wiele społeczeństw przeszło transformację od patriarchalnych i konserwatywnych struktur do bardziej egalitarnych i liberalnych, choć proces ten nadal jest w toku i różni się w zależności od kontekstu kulturowego.

  1. Technologia

Technologia odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu ludzkich zachowań, wpływając na sposób, w jaki ludzie komunikują się, pracują, uczą się i bawią się. Rewolucje technologiczne, takie jak wynalezienie druku, telefonu, radia, telewizji, komputera czy Internetu, wprowadziły istotne zmiany w formach ludzkiego zachowania i interakcji społecznych.

W dobie cyfrowej technologie informacyjne i komunikacyjne mają szczególnie duży wpływ na formy zachowania. Szybkość komunikacji, dostęp do informacji, rola mediów społecznościowych, a także rosnąca zależność od urządzeń elektronicznych wpływają na sposób, w jaki ludzie nawiązują relacje, wyrażają emocje, formułują opinie i podejmują decyzje.

  1. Środowisko

Środowisko, zarówno fizyczne, jak i społeczne, wpływa na ludzkie zachowania, dostarczając bodźców, ograniczeń i możliwości, które kształtują ludzkie postawy i decyzje. Zmiany w środowisku naturalnym, takie jak katastrofy, zmiany klimatyczne czy zanieczyszczenie, mogą wpłynąć na zmiany zachowań ludzi, skłaniając ich do poszukiwania nowych sposobów przetrwania, adaptacji i dbania o planetę.

Środowisko społeczne również wpływa na ludzkie postawy i zachowania. Przykłady takich zmian to migracje, urbanizacja, procesy globalizacji czy różnorodność kulturowa. Wpływają one na sposób, w jaki ludzie postrzegają siebie nawzajem, na otwartość na różnorodność i na elastyczność w podejściu do życia.

Podsumowanie

Zmiany form zachowania są wynikiem dynamicznych procesów kulturowych, technologicznych i środowiskowych, które wpływają na życie ludzi na różnych poziomach. W związku z tym, kluczowe jest zrozumienie i analiza tych czynników, aby móc przewidywać przyszłe kierunki ewolucji społeczeństw i ludzkich postaw.

W dobie globalizacji i przyspieszonego rozwoju technologicznego, zmiany form zachowania są nieuniknione i będą miały coraz większy wpływ na życie ludzi. Dlatego filozofia, jako dziedzina nauki, powinna dążyć do analizowania i zrozumienia tych procesów, by móc dostarczyć odpowiednich narzędzi i wskazówek dla społeczeństw w radzeniu sobie z wyzwaniami przyszłości.


[1] W. G. Sumner, Naturalne sposoby …, s.25.

[2] N. Elias, Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu, Warszawa 1980, s.109.

image_pdf

Koszmary XX wieku

5/5 - (3 votes)

Drugą po faszyzmie ideologią, która „zasłużyła” na miano koszmaru XX wieku jest komunizm. Opierał się on na filozofiach Karola Marksa, Fryderyka Engelsa i Włodzimierza Lenina. Głosił on
program zniesienia społeczeństwa klasowego oraz wyzysku człowieka przez człowieka, utworzenie nowego systemu opartego na zasadach sprawiedliwości i równości. Komunizm podporządkował problemy jednostki sprawom ogółu. Kształtował postawę kolektywną, uspołecznioną, którą  cechowała wrażliwość na interesy zbiorowe i gotowość podporządkowania im problemów indywidualnych.

Komunizm to ideologia utopijna. Bowiem-czy możliwe jest społeczeństwa równego, bez podziałów, różnic. Nie! Dowodem tego są wydarzenia ostatnich pięćdziesięciu lat. Komunizm w rzeczywistości zaostrza konflikty klasowe, szerzy nienawiść, pod płaszczem sprawiedliwości kryje terror. Komunizm to inna nazwa totalitaryzmu. Narzucał on, podobnie jak faszyzm, taką strukturę polityczną i światopoglądową, żeby tylko ona miała prawo egzystencji. W imię dobra ludu odbierał wszelką wolność, swobodę, prawo wyboru. Stosując absurdalne oskarżenia o szpiegostwo, o zdradę torturował i mordował. Łagry sowieckie nie różniły się niczym od niemieckich obozów koncentracyjnych-to samo cierpienie, to samo okrucieństwo. Świadectwo temu daje powieść „Inny świat” Gustawa Herlinga Grudzińskiego, więźnia łagru w Jarcewie.

Koszmar faszyzmu i komunizmu tkwił w determinacji człowieka, jego rozumu i ducha. Ideologie te wprowadzone w życie, tak silnie uderzyły w jednostkę, że doprowadziły do dezintegracji jej osobowości. Cały dotychczasowy dekalog moralny zawalił się. Takie pojęcia jak miłość i nienawiść, wróg i przyjaciel, ciemność i światło, prawda i kłamstwo zostały dokładnie wymieszane. Granice między ich znaczeniami uległy zatarciu. Stały się one jednoznaczne, względne i relatywne. W zamian rzeczywistość łagrów niemieckich i łagrów sowieckich dawała nową moralność. Jej głównymi wyznacznikami był ból, cierpienie i głód. Głód – podstawowy instynkt organizmów żywych- niezaspokojony- wyzwalał najgorsze myśli, łamał solidarność, więzi międzyludzkie, budził obojętność, wstręt do towarzysza, odbierał godność. Człowiek stał się „bezkształtną kupą gnoju  zsiniałymi od głodu i cierpienia wargami” .Nawet śmierć straciła swój ludzki wymiar. Człowiek nie ginął w walce, ale był niszczony, likwidowany i rąbany jak zwierzę.

To niszczenie osobowości ludzkiej doprowadziło do ostatecznego załamania się w człowieku wiary w sens życia. Dotychczasowe idee legły w gruzach, pozostała tylko pustka. W wierszu Tadeusza Różewicza pod tytułem „Lament” czytamy:

„Nie wierzę przemiany wody w wino

Nie wierzę w grzechów odpuszczenie

Nie wierzę w ciała zmartwychwstanie.’

Są to słowa osoby dotkniętej przez doświadczenia II wojny światowej, pogrążonej w otchłani beznadziejności i rozpaczy.

Faszyzm i komunizm odcisnęły trwałe piętno na psychice ludzkiej. Koszmar tych ideologii nie zakończył się z chwilą ich upadku. Będzie trwał w umysłach ludzi , którzy bezpośrednio doświadczyli krzywdy, cierpienia ze strony tych systemów totalitarnych. Kompleksu „zdejmowania czapki”, „bezsilnego patrzenia na kobiety wiezione do gazu’ obawiał się Tadeusz Borowski. Obawiała się go także Maria Dąbrowska, która twierdziła, że „zdziczali po tak odczłowieczonym okresie bytowania, wydamy z siebie raczej ryk nieartykułowany, niż abyśmy mieli przywrócić prawowity sens nadużytemu słowu”.

XX wiek stworzył nowe pojęcie tragizmu. Bohater antyczny miał szansę wyboru, zaś dramaty ludzkie miały charakter jednostkowy. W naszym stuleciu śmierć ma charakter masowy, ciągły:

„Wróciłem z piłką i podałem na róg. Między jednym a drugim kornerem za moimi plecami zagazowano trzy tysiące ludzi…”

(T.Borowski „Ludzie którzy szli”)

Człowiek nie miał możliwości dokonania wyboru. W tym tkwił tragizm i koszmar XX wieku.

Spoglądając w przeszłość na wydarzenia ostatniego stulecia trudno uwierzyć, że „ludzie ludziom zgotowali ten los”. W tych słowach Zofii Nałkowskiej brzmi przerażenie, ale i także niepomierne zdumienie. Jak okrutną, bezlitosną i bezwzględną bestią potrafi być istota ludzka? Do czego jeszcze zdolny jest człowiek?

„Patrz, w jakim oryginalnym świecie żyjemy: Jak mało jest w Europie ludzi, którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi, których by inni nie pragnęli zamordować”

(Tadeusz Borowski)

Myślę, że to jest koszmar całej ludzkości począwszy od jej zarania, a wydarzenia XX wieku jeszcze wyraźniej to podkreśliły.

image_pdf