Faszyzm a filozofia Fryderyka Nietzschego

5/5 - (3 votes)

Dobiegł koniec XX wieku. Warto się zastanowić jaki ten wiek był, co niósł nowego i jaki miało to wpływ na psychikę człowieka. Niewątpliwie XX stulecie to okres ogromnego rozwoju cywilizacji, techniki. Fakt ten niesie ze sobą pewne korzyści takie jak podniesienie komfortu życiowego, ale czy tylko? XX wiek to czas wielkiej pogoni za pieniądzem. Pieniądz staje się panem świata, celem wszelkich dążeń i działań. Dla niego człowiek jest zdolny oszukać, zniszczyć zabić. Obok wielkiego bogactwa, przepychu pojawia się jednocześnie zastraszająca bieda i nędza. Życie XX wieku toczy się w zastraszającym tempie, w którym gubimy tak elementarne wartości jak przyjaźń czy miłość. Zamykamy się w twardych skorupach, stajemy się obojętni i bierni . Rozwój cywilizacji przyniósł też nowe choroby [np. AIDS], wobec których człowiek wciąż pozostaje bezsilny i bezradny. Wszystko to powoduje uczucie osamotnienia, zgubienia, niepokoju i lęku. Otaczający świat staje się koszmarem.

XX wiek wraz ze swoją rewolucją techniczną przyniósł nowe rodzaje broni o coraz większej sile rażenia. Nie wystarczy zabić jednego człowieka, trzeba zabić miliony i to jak najmniejszym kosztem. Śmierć nabrała charakteru masowego. W nieustannie toczących się wojnach giną niewinni ludzie. Współczesny świat zalała fala brutalności i terroru. Ich najskrajniejszymi formami był faszyzm i komunizm. Te dwie ideologie uważam za największy koszmar XX wieku.

Faszyzm opierał się na filozofii myśliciela niemieckiego Fryderyka Nietzschego. Nietzsche głosił kult nadczłowieka, jednostki silnej, realizującej na co dzień dionizyjskie ideały, wznoszącej się ponad szary, przeciętny tłum. Ponad układy społeczne i idee filozof wynosił życie jako autonomiczną i największą wartość, życie pełne, nie krępowane żadnymi sztucznymi normami, życie oparte na wolnej grze instynktów. Jednostki niezwykłe miały dokonać odrodzenia społeczeństwa i uzdrowić zepsutą kulturę.

Choć filozofia Nietzschego wnosiła dużo optymizmu, dawała wiarę we własne siły, w wartość człowieka w epoce drążonej dekadenckimi i nihilistycznymi tendencjami, to nie wolno zapomnieć, że lansowała równocześnie poglądy antydemokratyczne i wsteczne. Bowiem trudno zaakceptować twierdzenie tego filozofa, że wojna jest zjawiskiem korzystnym, bo rodzi męstwo, że z wolności dóbr powinni korzystać tylko silni, a nierówność społeczna jest zjawiskiem normalnym. Nietzsche, dokonując przewartościowania dotychczasowych idea łów nie doceniał, a nawet niszczył wiele pozytywnych wartości społecznych. Zwalczał na przykład postawę moralności-religię, nie dając racjonalnych propozycji, które by ją mogły zastąpić. Negował też rolę wychowania i spychał na dalszy plan walory duchowe człowieka.

Faszyzm przejął od filozofii Nietzschego to co najgorsze. Stanął poza dobrem a złem. Terror był tu zjawiskiem normalnym i okazywanie serca jego ofiarom nie było uważane za coś dodatniego. Wprost przeciwnie, współczucie było dla niego słabością lub głupotą. Miarą dla faszyzmu był nie człowiek, ale wartość absolutna-państwo, naród, rasa, praca, życie. Faszyzm przekreślił prawdę i dobro moralne: nie masz prawa postępować moralnie, ponieważ moralność, na którą się powołujesz jest złem. Z takimi oto poglądami Hitler wyruszył na podbój Europy. Efekty tego znamy wszyscy. Zamiast głoszonego odrodzenia kultury i człowieczeństwa przyniósł w rzeczywistości taki upadek jakiego nigdy wcześniej ludzkość nie zaznała. Liczne mamy świadectwa wstrząsających obrazów II wojny światowej. Ogrom zbrodni, cierpień i śmierci jest tak wielki, że nie da się go ogarnąć ludzkim doświadczeniem. Każda ich interpretacja, komentarz, byłyby osłabieniem rzeczywistej wymowy wydarzeń. Stąd tacy pisarze jak Tadeusz Borowski w „Opowiadaniach” czy Zofia Nałkowska w „Medalionach” ograniczyli się jedynie do suchego przedstawienia faktów.

image_pdf

Proces globalizacji nie może pozbawić człowieka jego podmiotowości: Analiza z perspektywy filozoficznej

5/5 - (3 votes)

Wstęp

Proces globalizacji nie może pozbawić człowieka jego podmiotowości w żadnej ze sfer jego aktywności, w tym także gospodarczej. Tylko wspólne podejmowanie wyzwań procesów globalizacji może przynieść zwycięstwo nad problemami przez nią powodowanymi. Pięknie ujmują to słowa amerykańskiego filozofa i przedsiębiorcy Charlesa Franklina Ketteringa:

„My wszyscy powinniśmy się zatroszczyć o naszą przyszłość, ponieważ resztę naszego życia przyjdzie nam wszystkim w niej spędzić”.[1]

Globalizacja to złożony i wieloaspektowy proces, który wpływa na wiele dziedzin życia człowieka, od ekonomii, polityki, społeczeństwa, aż po kulturę. W miarę jak świat staje się coraz bardziej połączony i zintegrowany, pojawia się pytanie, czy proces globalizacji może pozbawić człowieka jego podmiotowości, czyli zdolności do bycia autonomicznym, niezależnym i odpowiedzialnym za swoje decyzje, wartości oraz poczucie tożsamości. W niniejszym referacie analizujemy ten problem z perspektywy filozoficznej, skupiając się na wpływie globalizacji na tożsamość, autonomię i wartości moralne.

I. Globalizacja a tożsamość

Proces globalizacji prowadzi do intensyfikacji kontaktów międzykulturowych i migracji ludzi na całym świecie. W rezultacie dochodzi do zacierania się granic kulturowych, a wielu ludzi czuje się zagubionych w coraz bardziej zglobalizowanym świecie. Czy jednak globalizacja musi oznaczać utratę indywidualnej tożsamości?

Filozofowie takich jak Charles Taylor czy Martha Nussbaum argumentują, że globalizacja może prowadzić do rozwoju nowego rodzaju tożsamości, opartej na wielokulturowości i poszanowaniu różnorodności. Zamiast pozbawiać człowieka jego podmiotowości, globalizacja może być źródłem bogactwa kulturowego i wzbogacenia osobistego. Kluczowe znaczenie ma edukacja, która uczy szacunku dla różnych kultur i wartości, a także kształtuje zdolność do samorefleksji i krytycznego myślenia.

II. Globalizacja a autonomia

Wraz z globalizacją rośnie wpływ międzynarodowych korporacji, instytucji finansowych i politycznych na życie jednostek. W rezultacie wiele osób czuje, że traci kontrolę nad swoim życiem i decyzjami, co może prowadzić do utraty autonomii.

W odpowiedzi na ten problem filozofowie, tacy jak Jürgen Habermas, proponują rozwój demokracji deliberatywnej i społeczeństwa obywatelskiego, które umożliwiają ludziom większą kontrolę nad swoim życiem oraz wpływ na decyzje polityczne. Poprzez aktywny udział w życiu społecznym i politycznym, jednostka może odzyskać swoją podmiotowość, nawet w kontekście globalizacji.

III. Globalizacja a wartości moralne

W zglobalizowanym świecie wartości moralne i etyczne często stają się przedmiotem sporów i relatywizacji. Czy jednak globalizacja musi prowadzić do erozji wartości i utraty podmiotowości?

Współcześni filozofowie, tacy jak Amartya Sen czy Kwame Anthony Appiah, podkreślają, że globalizacja może stworzyć przestrzeń dla dialogu międzykulturowego i wspólnego poszukiwania wartości uniwersalnych. Zamiast prowadzić do relatywizacji moralnej, globalizacja może przyczynić się do zrozumienia wspólnych wartości, które łączą ludzi na całym świecie.

IV. Rola edukacji i refleksji w zachowaniu podmiotowości w procesie globalizacji

Aby zapewnić, że proces globalizacji nie będzie pozbawiał człowieka jego podmiotowości, kluczowe znaczenie ma edukacja oraz rozwój umiejętności refleksji i krytycznego myślenia. Dzięki edukacji, która promuje poszanowanie różnorodności, szacunek dla innych kultur i wartości, jednostka może rozwijać swoją tożsamość i poczucie podmiotowości, nawet w zglobalizowanym świecie.

Refleksja i krytyczne myślenie pozwalają jednostce rozważyć, jakie wartości są dla niej ważne i jak chce się rozwijać w kontekście globalizacji. Dzięki temu człowiek może zyskać większą kontrolę nad swoim życiem i decyzjami, nawet w obliczu globalnych wyzwań.

V. Wnioski

Proces globalizacji niewątpliwie wpływa na życie jednostki, ale nie musi to oznaczać pozbawienia człowieka jego podmiotowości. Kluczem do zachowania tożsamości, autonomii i wartości moralnych w zglobalizowanym świecie jest edukacja, dialog międzykulturowy, demokracja deliberatywna i rozwój społeczeństwa obywatelskiego.

W odpowiedzi na wyzwania globalizacji, filozofowie proponują różne strategie, które mogą pomóc jednostce w zachowaniu swojej podmiotowości. Poprzez edukację, refleksję i aktywne uczestnictwo w życiu społecznym, człowiek może odzyskać kontrolę nad swoim życiem i zachować poczucie tożsamości, nawet w obliczu globalnych wyzwań.

W rezultacie, proces globalizacji nie musi pozbawiać człowieka jego podmiotowości, ale może stanowić okazję do wzbogacenia życia jednostki, odkrywania nowych wartości i poszerzania horyzontów.

[1] Za: Cezary Królewicz, Globalizacja w aspekcie odpowiedzialności indywidualnej człowieka, z: Wyzwania procesu globalizacji wobec człowieka, red. Ewa Okoń-Horodyńska, Akademia Ekonomiczna im. Karola Adamieckiego, Katowice 1999r., s.60.

image_pdf

W globalnym systemie kryzysy są nieuniknione

5/5 - (3 votes)

W globalnym systemie kryzysy są nieuniknione. Wynika stąd powszechna konieczność podjęcia działań mających na celu jeśli nie zapobieganie, to chociaż zmniejszanie ich zasięgu i skutków. Poszczególne państwa i organizacje międzynarodowe starają się wypracować sposoby rozwiązania tego problemu, z których najczęściej dyskutowane brzmią:

  • rozwiązanie problemów musi być stopniowe i opierać się na wielu wykonawcach, rządy państw, międzynarodowe instytucje finansowe i prywatne sektory finansowe muszą być w ten proces jednakowo włączeni i zaangażowani;
  • należy skoncentrować się na stworzeniu jednolitych międzynarodowych norm ekonomicznych, zasad postępowania itp., które zostaną wdrożone i monitorowane przez istniejące już instytucje – zwiększenie przejrzystości zasad zmniejszy niepewność na rynku;
  • należy uporządkować najważniejsze gospodarki świata. „Jawność i przejrzystość zasad finansowych w najważniejszych krajach miałaby znaczny wpływ na globalną stabilizację, ja również stanowiłaby przykład do naśladowania dla innych, mniejszych gospodarek.”[1]

Jednakże bez zaangażowania i współdziałania ze strony przedsiębiorców przyjęte uniwersalne zasady pozostaną tylko słowami i dokumentami bez realnego wpływu na życie zwykłych ludzi, co zagraża wolnemu, globalnemu rynkowi, gdyż bez minimum standardów ludzie będą się czuli niepewni jutra.

„Teraz trzeba wybrać – muszą wybrać wszyscy – rządy, korporacje, pozarządowe organizacje i organizacje międzynarodowe: wybieramy globalny rynek napędzany tylko rachunkiem i krótkoterminowym zyskiem czy też globalny rynek z ludzką twarzą również dla tych, którym się nie powiodło (Trzeci Świat), gdzie ci, którym się powiodło biorą odpowiedzialność za tych, którym się nie udało”.[2]

Globalizacja nie pozostanie bez wpływu na politykę realizowaną przez państwa. Jej wpływ będzie zależny od aktywnej roli instytucji państwowych, stopnia rozwoju społeczno-gospodarczego kraju orz miejsca kraju i jego gospodarki w strukturze świata. Dlatego państwa we własnym zakresie muszą podjąć konieczne zmiany w zakresie prawa i ładu instytucjonalnego, liberalizacji handlu i przepływów (tworząc jednak system wspierania lub ochrony krajowej przedsiębiorczości) oraz w obszarze warunków stabilizacji ekonomicznej, bezpieczeństwa i amortyzowania światowych wahań koniunkturalnych.


[1] Janusz Walecki, Globalny kapitalizm – potrzeba nowego podejścia, z: Wyzwania procesu globalizacji wobec człowieka, red. Ewa Okoń-Horodyńska, Akademia Ekonomiczna im. Karola Adamieckiego, Katowice 1999r., s.24.

[2] Janusz Walecki, Globalny kapitalizm – potrzeba nowego podejścia, z: Wyzwania procesu globalizacji wobec człowieka, red. Ewa Okoń-Horodyńska, Akademia Ekonomiczna im. Karola Adamieckiego, Katowice 1999r., s.27.

image_pdf

System wartości etycznych

5/5 - (2 votes)

Zmiana obyczajów towarzyszy każdemu procesowi przemian społecznych czy kulturowych. Dlatego można powiedzieć, że tonie ludzie tworzą obyczaje, ale, że obyczaje tworzą konkretne zachowania ludzi. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego, iż obyczajów uczymy się nieświadomie, że stanowią one składnik naszego życia, i że wchodzą bezwiednie w nasze codzienne postępowanie. Można wręcz powiedzieć: „rodząc się wchodzimy w krąg obyczajów, które tak wchłaniamy, jak powietrze”[1].

Zajmę się trzecim poglądem dotyczącym obyczaju, a dokładnie systemu wartości etycznych. Nazywa on bowiem „obyczajem” „wszystkie obowiązujące w danej epoce lub środowisku normy społecznego współżycia, nadając im nie tylko skonwencjonalizowanego, ale nade wszystko moralnie wartościowego waloru”[2].

Wspominany już badacz Sumner podkreślał, że w obyczajach tkwi norma, zgodnie z którą poddawanie ich pod dyskusję jest ich osądem[3]. Są to wzory kulturowe, które obowiązują wszystkich, którzy chcą razem współżyć w konkretnym społeczeństwie. Wynikają najczęściej ze światopoglądu ludności i dlatego wybitny badacz czasów średniowiecznych A. Guriewicz nazywa je „modelem świata” ukształtowanym w danym społeczeństwie, zgodnie z wartościami płynącymi z doświadczenia [4].

Według niego ów „model świata” jest trwałą formacją określającą ludzkie doznania i tworzącą się przez dłuższy okres, na przestrzeni kilkuset lat. A obowiązywał w danej świadomości społeczeństwa głównie poprzez moralno-obyczajowe normy, a nade wszystko poprzez system wartości[5].

Jednostki musiały się podporządkować obowiązującemu obyczajowi, jeżeli chciały należeć do wspólnoty. To właśnie uczucie przynależności do wioskowej wspólnoty nakazywało życie według powszechnie obowiązujących wzorów kulturowych.

Toteż w dawnej kulturze obyczaj stanowił wartość chronioną przez społeczność lokalną. Był wszakże przejawem tych wszystkich norm współżycia międzyludzkiego, które wyrażały ich moralność. Należałoby wspomnieć o jeszcze jednej cesze obyczaju. Otóż dana społeczność lokalna, która postępowała zgodnie z obyczajem, miała nie tylko pewne wyuczone i oswojone wzory postępowania, ale także wspólne reakcje na pewne gesty, słowa, formy towarzyskie. Umiała się zatem nie tylko znakomicie porozumiewać, ale nadawała tym samym faktom tych samych znaczeń. To wszystko stwarzało, iż praktycznie wszyscy należący do danej wspólnoty mieli identyczne lub prawie podobne reakcje na różnorodne bodźce zewnętrzne. Ma rację J. Szczepański, kiedy podkreśla, że to właśnie ustalone i tradycyjnie przekazywane wzory zachowania „… są czynnikiem ujednolicającym postępowanie jednostek i zachowania zbiorowości. […] Wzór wyraża pewna ustaloną i przyjętą w danej kulturze regularność przebiegu zjawisk, jest ustalonym schematem, który pozwala odczytać i zrozumieć zachowania.”[6]


[1] W. G. Sumner, Naturalne sposoby …, s.38.

[2] Za: Życie po polsku …, s.16.

[3] W. G. Sumner, Naturalne sposoby …, s.75.

[4] A. Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, Warszawa 1976, s.17.

[5] A. Guriewicz, Kategorie…,  s.23-24.

[6] J. Szczepański, Elementarne pojęcia socjologii, Warszawa 1963, s.57.

image_pdf

Apokalipsa

5/5 - (4 votes)

Obrazy trzeciego tysiąclecia: powolna apokalipsa, ostateczny kataklizm – występują od około dziesięciu lat w aureoli naukowości. Ich twórcy powołują się nie na wartości, lecz na wymierne fakty i podają nie za proroctwa, lecz prognozy warunkowe, o dość wysokim jednak stopniu prawdopodobieństwa. Na swe uzasadnienie przywołują wyniki obliczeń komputerowych i, jako dzieła zaufanych ekspertów, ciążą na decyzjach ludzi interesu i polityków. Minęły czasy, gdy nauka jednogłośnie przewidywała coraz lepszą przyszłość. Dziś wielu naukowców uważa, że może ona wkrótce ugrzęznąć w ślepym zaułku, chyba że ludzkość zmądrzeje, czego nic nie zapowiada. Stąd wyniesienie ekologii, dotychczas tylko jednej z dyscyplin biologicznych, do rangi filozofii, etyki i polityki, która wzywa do zaniechania wszelkich zmian i innowacji, jeśli grożą zachwianiem równowagi w przyrodzie. Ta kiedyś rewolucyjna nauka dziś skłania się ku zachowawczości.

Również ideologie nie umieją już chyba rysować przyszłości zarazem prawdopodobnej i pociągającej. Komunizm przestał być młodością świata, z którą jeszcze niezbyt dawno utożsamiało go wielu z nas. „Socjalizm realny” na modłę radziecką, który uważa się za jedyne jego wcielenie, „nadaje czasowi teraźniejszemu ciężar wieczności i tłumi jako szaleństwo lub zbrodnię wszelkie dążenia do innego życia. Nie tyle nawet konserwatywny, co zwyczajnie reakcyjny, potrafi przedłożyć ludzkości do naśladowania wyłącznie ultranowoczesny sektor zbrojeniowy, wbudowany we wszechstronnie zacofany świat cywilny”,[1] wskrzeszając przy końcu XX wieku Prusy sprzed dwustu lat, ale bez wygnanych przez wszechwładnego stupajkę artystów, myślicieli i poetów. Obnażanie tego archaizmu, wynik długiej pracy, wydobyło na światło dzienne sprzeczność między uwielbieniem zachodnich partii komunistycznych dla systemu radzieckiego a obiecywaną przez nie przyszłością: chwalcy Chin ponieśli podobną klęskę.

Pozbawiony w ten sposób jakiejkolwiek wiarygodnej perspektywy komunizm, jako ideologia to odtąd głównie skostniała i natrętna retoryka, przyprawiana demagogicznymi grymasami. Zaś partie, które się nań powołują, tam gdzie zachowały jeszcze pewną liczebność, zawdzięczają członków i wyborców umiejętnemu przechwytywaniu uzasadnionych żądań, a przede wszystkim żerowaniu na nawykach, automatyzmach i tradycjach. Nie zwiastują przyszłości – więzi je przeszłość: ich najmocniejsza podstawa i najcięższe brzemię.

[1] C. Castoriadis, Davant la guerre (1), :Libre: nr 8, s.217-250.

image_pdf