Ból istnienia

4.7/5 - (12 votes)

Bywa tak, że narzekamy strasznie. Wszystko nam obrzydło. Nic nie wygląda tak jak byśmy tego chcieli. Nasza egzystencja… ech szkoda gadać. Z ludźmi spotykać się nie chce. Ale i samotność doskwiera. Komuś by się można wyżalić, ale słowa wydają się nieadekwatne. A może coś zrobić, żeby to wszystko jakoś odmienić. Ale co by to miało być? Nie wiadomo. Nic tylko załamać ręce. Jednym słowem, bywa tak, że marudzimy i narzekamy na wszystko.

Ale pech chce, że jest akurat jesień a może nawet przedzimie i przyplątuje się grypa, angina, ba… nawet banalne przeziębienie wystarczy. A już wystarczy szczególnie, jeśli ciągnie się tygodniami. I niby nic nam nie jest, gorączki nie ma. Lekarz nic poważnego nie stwierdził. Tylko katar, kaszel i ból gardła.

Po jakimś czasie chorowania wszystkie myśli skupiają się wokół tego jednego: „niech już przejdzie to przeziębienie, niech już wyzdrowieję, a wszystko będzie sto, nie, tysiąc razy lepiej.” Kiedyś narzekałem na ludzi… o jakże teraz chętnie bym się z nimi spotkał, ale nie mogę, bo zarażam, ale jak tylko wyzdrowieję, to zaraz odnowię stare kontakty… Kiedyś doskwierała mi samotność… o jakże chętnie pobyłabym w samotności, poczytała książkę… tylko że oczy łzawią i się nie da, ale jak tylko wyzdrowieję to wezmę się do lektury… Kiedyś nie miałem pomysłu, co by można zrobić… teraz tych pomysłów mam bez liku, no ale nie mogę żadnego zrealizować przez to przeziębienie, ale niech tylko przejdzie, no niech tylko przejdzie, to zaraz wezmę się do roboty. Kiedyś narzekałam na wszystko… teraz to nawet wolę już to narzekanie od tego przeklętego przeziębienia. No naprawdę, chętnie bym sobie ponarzekała i ponarzekam sobie solidnie po Sartre’owsku. Niech mi tylko przejdzie! O!

pan-rac

image_pdf

Filozoficzny blog Marka Witkowskiego

5/5 - (11 votes)

zapiski filozofującego rowerzysty i miłośnika podcastów Bez ipoda nie da się filozofować

Tortury a filozofia (od młodego Marksa do starego Różańskiego

Porzuciłem ten blog. Parę miesięcy wyżywałem się polemicznie na Facebooku, ale teraz myślę, że chciałbym tu wrócić z pewnymi podsumowaniami.

Uważam, że do filozofów należy skierować pewien apel. To, że świat nie traktuje was poważnie, nie znaczy, że nie potraficie całkiem sporo narozrabiać. Potem się tłumaczycie. Że Platonowi nie chodziło o faszyzm, że Epikur nie głosił cynicznego hedonizmu, że Nietzsche to nie prekursor rządów rasy panów, a już na pewno nie Hitlera, że Marksowi nie chodziło u gułagi. Uważajcie, co mówicie i piszecie, i co przekazujecie studentom, bo nie macie żadnej kontroli nad tym, co oni z tym zrobią.

Późną jesienią i zimą 2014 przetoczyła się przez Facebook dyskusja na temat dopuszczalności stosowania tortur. Opublikowany został bowiem raport, z którego wynikało, że na terenie Polski torturowano więźniów podejrzanych o członkostwo organizacji terrorystycznych. Zaskoczyło mnie, ile osób skłonnych było zaakceptować dopuszczalność tortur. Chodziło przy tym o ludzi wykształconych, takich co książki czytają, i którzy skądinąd przy innych okazjach wyrażali swoje dość liberalne przekonania.

W swojej argumentacji powoływali się na argumenty wysunięte przez filozofów. Najsłynniejszy z nich to tzw. Argument tykającej bomby.

http://en.wikipedia.org/wiki/Ticking_time_bomb_scenario

Przypuśćmy, że złapaliśmy osobę, która ma wiedzę o mającym zaraz nastąpić ataku terrorystycznym, który zabije wielu ludzi. Ta osoba znajduje się obecnie w rękach władz i ujawni informację potrzebną do oddalenia ataku tylko po torturach. Czy ta osoba powinna być torturowana? Nie odpowiem tu na to, bo chodzi mi, o co innego.

Zgodnie z tym, co się zorientowałem, studenci dyskutują takie dylematy na przykład na seminariach na kierunkach prawniczych. Na tym etapie zarówno prowadzący seminarium, jak i studenci, myślą, że jest to spór trochę akademicki – intelektualny dylemat, czy można sobie wyobrazić jakieś wyjątkowe okoliczności, w jakich tortury byłyby dopuszczalne. Ponieważ mieszkamy w Polsce, często zamiast zachodnich autorów, Philippy Foot i Alana Derschowitza, omawia się poglądy Iji Lazari-Pawłowskiej.

Jednakże potem studenci kończą magisteria, robią doktoraty i zostają urzędnikami państwowymi. Ze studiów zostaje im coraz mniej w głowach. Nie pamiętają, że zgodzili się na seminariach najwyżej na to, że tortury można stosować w bardzo wyjątkowych warunkach, które praktycznie rzadko w życiu są spełnione. Istnieje natomiast pokusa, by stosować tortury jaką normalną procedurę operacyjną.

Ci, co uczycie filozofii, uważajcie, co mówicie. Wasi słuchacze niekoniecznie mają tak głębokie umysły jak wy. Wasze poglądy zostaną uproszczone. Wy uczycie: „są warunki, w których tortury można zastosować”. Oni rozumieją tylko: „wolno torturować”. Niby to samo, ale niekoniecznie.

Schopenhauer a uprzywilejowany dostęp do mojego ja

Od czasu do czasu przypominam główną myśl mojego blogu. Jest to prawda, którą się narzuca swoją oczywistością, choć nie do końca daje się pogodzić ze światem nauk przyrodniczych (z drugiej strony nie musi implikować światopoglądu religijnego). Jest to przekonanie, że do naszej świadomości mamy intuicyjny, bezpośredni dostęp, niewymagający żadnych perceptorów, zaglądania do mózgu, itp.

Filozofia od wieków próbuje tę prawdę ująć w różne metafory. I musi tak robić, bo o bezpośrednim dostępie do naszej świadomości nie można zbyt wiele dosłownego powiedzieć poza tym, co już powiedziałem wyżej. Może jeszcze tylko dodam przykład, którym zawsze się posługuję, że po to, żeby stwierdzić, czy ząb mnie boli, nie muszę badać mojego stanu uzębienia, choć oczywiście powinienem.

Dzisiaj na poparcie tezy o bezpośrednim dostępie do mojej świadomości, przywołuję Schopenhauera, filozofa posępnego, ale na jakiś sposób szanowanego przez wszystkich. Polemizował on z Kantem. Kant uważał, że prawdziwego świata (rzeczy samej w sobie) nie poznamy nigdy. Ograniczeni jesteśmy tylko do tego, co nam zmysły podają w formie wrażeń. Ale Schopenhauer uważał, że Kant dokonał pewnego przeoczenia. I dalej już może przytoczmy streszczenie Tatarkiewicza, chociaż to już na pewno nie jest bezpośrednia znajomość filozofii Schopenhauera (dostęp do Schopenhauerowskiej rzeczy samej w sobie):

„Na drodze poznania obiektywnego, biorąc za punkt wyjścia wyobrażenie, nigdy poza wyobrażenia nie wyjdziemy, zawsze zostaniemy przy zjawiskach, przy zewnętrznej stronic rzeczy, i nie wnikniemy nigdy do ich wnętrza. Jest to prawda, którą już Kant poznał; ale nie zauważył prawdy drugiej, że my sami jesteśmy nie tylko poznającymi podmiotami, ale także przedmiotami do poznania, sami jesteśmy rzeczami w sobie. I przez to do istoty rzeczy, do której nie możemy przeniknąć z zewnątrz, możemy dojść od wewnątrz; rzecz sama w sobie nie może być poznana obiektywnie, ale może sama o sobie uzyskać samowiedzę”.

Schopenhauer to czy Tatarkiewicz? Wszystko jedno. Pięknie napisane! I zgadza się z tym, co myślę. Dla mnie ani freudyzm ani filozofia analityczna ani neuronauka nie zburzyły subiektywnego (w jakiś sposób kartezjańskiego) pojęcia jaźni. Poza tym jestem ateistą, ekstremistą i nawet materialistą (nie wierzę w duszę), uważam że nasza świadomość jaźni jest omylna i niewiele można o niej powiedzieć. Ale jest to moja jaźń!

Jestem niezreformowanym dualistą

Coraz rzadziej piszę na tym blogu. Częściej bywam na Facebooku, gdzie zapisałem się do zamkniętej grupy filozoficznej, grupującej podobnych jak niedzielnych filozofów. Plusem jest to, że każda wypowiedź będzie natychmiast skomentowana, natomiast minusem to, że jest zamknięta i żadnej ciekawej dyskusji nie mogę żadnej osobie postronnej pokazać.

Ale jedną wypowiedź muszę koniecznie przytoczyć. Czynię to za zgodą jej autorki, Katarzyny Mitros. Jej zdaniem nie istnieje coś takiego jak kolor zielony sam sobie. To stanowisko mogę nawet podzielać. Ale poniższy opis jest mi potrzebny do czego innego. Nie mam akurat pod ręką tak zwięzłego i komunikatywnie napisanego opisu widzenia jako procesu neurologicznego. Autorka zdaje się sugerować, że w przeżyciu zwanym postrzeganiem nie ma nic więcej, niż proces mózgowy (chociaż kropki nad „i” moim zdaniem nie stawia). Czytajmy:

„Podobnie jak nie istnieje dobro samo w sobie tak samo nie istnieje sam w sobie kolor zielony. Światło określonej długości pada na siatkówkę, zachodzą w niej zmiany chemiczne, które po przetworzeniu na impulsy elektryczne płyną sobie grzecznie do mózgu. Analizą na poziomie siatkówki u człowieka zajmują się czopki. Mamy ich na ogół 3 rodzaje, chociaż znane są przypadki czterech.

W mózgu nie ma żadnego ekranu, na którym by się wyświetlały obrazy. Tam są tylko komórki nerwowe połączone za pomocą wypustek w sieci i płynący po nich prąd elektryczny. Zielony nie jest cechą przedmiotu, ale wrażeniem powstającym w naszym mózgu. Jeśli czopki działają nieprawidłowo człowiek może nie odróżniać np. barwy czerwonej, żółtej i zielonej od pozostałych. Wszystkie te wrażenia jawią się jako takie same.

Zwierzęta mogą mieć np. 2, 3, 4, 5 czy więcej rodzajów czopków. Stąd wrażenia powstające w ich mózgach będą inne. Tak więc wrażenie koloru zależy zarówno od długości fali światła padającego na siatkówkę, jak również budowy oka i mózgu. Wrażenia w oderwaniu od tych czynników nie istnieje. W żadnych zaświatach (zakładając, że istnieją) nie mieszka sobie „zielony”.

Opis ten przypomniał mi zajęcia chyba z filozofii Leibniza. Prowadzący, tym razem, z pewną ironią, zaczął porównywać nasze widzenie do kamery. Oto wiązka światła przechodzi przez soczewkę (jak przez oko), zamienia się w sygnał elektryczny, który zostaje przekazany do procesora (jak do mózgu). „No i co?” – zapytał wyraźnie już rozbawiony prowadzący zajęcia. „Powiedzielibyście, że ta kamera widzi? Tak jak człowiek widzi? Tak jak zwierzę widzi?”.

Bo ja mimo wszystko jestem dualistą. Mógłbym sobie wyobrazić świat, w którym wszystko, co zostało opisane powyżej, przebiegałoby zgodnie z powyższym opisem. A mimo to, ja bym nie bym nie przeżywał tych procesów, byłbym kimś z zewnątrz. A tak się akurat składa, że jeden z tych podmiotów widzących jest mną. To ja widzę, to ja czuję. Co więcej, czuję i widzę z pewną jakością, która nie wynika z opisu naukowego. Chociaż konkretny odcień zieleni jest skorelowany z pewną długością fali, to nie jest z nią tożsamy, bo przecież nie konkretną długość fali widzę, tylko najzieleńszą zieleń. Dlaczego miałbym zaprzeczać, że widzę coś zielonego, kiedy widzę. Mógłby ewentualnie się zgodzić, że „w rzeczywistości” widzę fale (śmiesznie by to brzmiało). Ale nie byłaby to moja rzeczywistość. Mam wrażenie, że kiedyś fenomenologia zachęcała do myślenia w tym kierunku.

Kiedy piszę takie rzeczy, to nigdy nie jestem do końca zadowolony. Trudno werbalizować intuicje dualistyczne i zachować dyscyplinę słowną. Ale jest jeden argument za dualizmem, który bardzo prosto sformułować, a jest zupełnie nieodparty. Jest to argument uprzywilejowanego dostępu do moich przeżyć. O tym na przykład, że widzę zielony przedmiot, wiem bezpośrednio. Nie muszę zaglądać do swojego mózgu, sprawdzać, jak zachowują się moje „czopki”. O tym wiem ja (i co ważne: tylko ja). Jak dotąd żadna nauka nie potrafi wyjaśnić tego uprzywilejowanego dostępu.

Ale piękno filozofii polega na tym, że różne stanowiska są w niej uprawnione. Mnie samego czasami przekonują argumenty, że umysł do mózg. Jakieś wątpliwości jednak pozostają. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że to pozostałość religijnego wychowania.

image_pdf

Kierowanie przez „naukowców”. Czyli, czyli…

5/5 - (11 votes)

Zanim przejdę do właściwej treści, chciałbym podkreślić, że na pomysł tego filozoficznego (sic!) tekstu, wpadłem nie pamiętam albo w 1996 albo 1997. Czyli na długo przed tym zanim ktokolwiek mówił coś o Martix. Chodzi mi tu oczywiście o film, poniekąd bardzo ciekawy. Wracając do mojego pomysłu (czy jest to mój własny pomysł, czy coś innego – to okaże się to później) mam na to świadków, że to ja i tylko ja jestem jego autorem (?!).

Ostatnio (to znaczy w tym 96 lub 97) opowiedziałem tę historię znajomej, która po kilku dniach stwierdziła, że jest to bzdura i nie zgadza się ze mną.

Wyobraźmy sobie sytuację, światem i naszym życiem kierują pewni naukowcy(1), też ludzie-istoty niczym nie różniące się od nas.

Około czterech pokoleń temu, grupa około np. 200 inteligentnych ludzi, pochodzących z jakiejś super cywilizacji, wraz z żonami i dziećmi, wpadła na pomysł systemu kontroli całej ludzkości (potomków itd.)

Otóż my jesteśmy, prawdę mówiąc ich potomkami, chociaż nie wiemy o ich istnieniu (ja się tylko domyślam). Kontrola polega, na dokładnym kontrolowaniu wszystkiego. To oni stworzyli historię, fikcyjną rzeczywistość, religię, mentalność ludzką, jednym słowem wszystko i całe pojęcie tego świata. Jak więc wyjaśnić kilka miliardów ludzi mieszkających na tym wspaniałym – czasami – świecie? Otóż prosto. Naukowcy dysponują techniką i nauką tak potężną, że nagłe ich ujawnienie spowodowałoby chaos. I dlatego się nie ujawniają, a to co wiemy o rzeczywistości, czyli np. o tych kilku miliardach ludzi, to zwykły mechanizm wyobraźni. Napoleon, Hitler, Pol Pot, Clinton, Chaplin, Comte, Św. Tomasz itd., to fikcja. Kontrola nad wszystkim dostarcza nam informacji. Radio, telewizja, prasa, pokazująca świat, to twór naukowców przekazujący fikcję, którą tworzą. Teraz będzie najlepsze. Sterują naszymi mózgami, a co z tym idzie-świadomością, za pomocą biowszczepów, które tam (w mózgu) mamy umieszczone. Potrafią przekazać nam jakąkolwiek informację i wywołać jakikolwiek stan. Dlaczego więc nie wiemy, że mamy biowszczep w mózgu. Proste. Idziemy do lekarza, bo domyślamy się, że coś mamy w głowie. Tyle, że on też ma to samo i nawet gdyby coś odkrył i zobaczył na własne oczy, to i tak tego nie powie, bo jest pod ścisłą kontrolą. I mówi nam, że nic nie mamy, bo taki dostał sygnał, aby nic nie mówić na temat biowszczepów.

Naukowcy wywołują w nas pewne stany. Pan X upił się, wlazł do banku i wymordował cały personel. Potem naukowcy wyłączają mu odbiornik i czekają, co zrobi jako coś pozbawionego kontroli. Pan X pozbył się strzałem z pistoletu swojej całej głowy. Sterują nami by pobawić się psychologią.

Całą przeszłość jest wytworem wyobraźni naukowców. Nigdy nie było Mieszka I, Karola Wielkiego, Luisa Armstronga, Einsteina, czy Cobaina. Wszystko sobie ładnie wymyślili, spreparowali i… starczy.

Może kiedyś to dokończę. Jestem ciekaw ile osób przeczytałoby to do końca. Myślicie, że jest to chore, cieszę się, że uważacie się za zdrowych.

Zapomniałem dodać, że w trakcie pisania wpadło do mnie dwóch gości i powiedziało, że mam natychmiast przestać. Jeden z nich mnie uśpił, przynajmniej tak mu się wydawało, ja jednak byłem tylko półprzytomny i wszystko słyszałem. Mówili o moim, biowszczepie, że się popsuł, albo coś, no że po prostu słabo działa. Gdy otrzeźwiałem, nie myślałem o tym (o tej całej sytuacji, która wydarzyła się przed chwilą) i dlatego to napisałem, mimo, że wykasowali wcześniejszą wersję i mimo, że znowu mnie odwiedzili(2).

Ja, to znaczy moja osoba z roku 2022 przeniosła się w czasie w 2000 i jakimś sposobem umieściła ten plik z całym tym tekstem na moim komputerze, ja sam z 2000 nigdy bym tego nie skończył(3) pisać.

Te zdanie piszę ja-ja z 2022, miałem rację w 2000, że domyślałem się o co chodzi w tym świecie i dlatego udało mi się przenieść w 2000 i zamknąć błędne koło. Wszyscy z 2000 trzymajcie się. Prawda objawi się wkrótce. Aaa, nie myślcie tyle w tym 2000, bo wzmocnią wam sygnały w biowszczepach. Chyba, że już to zrobili.

(1) Naukowcy to może nazbyt poważne, ale jak się okaże będzie strasznie pasowało.
(2) Właśnie wpadłem w błędne koło, co świadczy o tym, że nie mogłem tego napisać.
(3) Zaczynam się zastanawiać, kto jest autorem: ja z 2000, czy ja z 2022.

Sinasson

image_pdf

Idea „drugiego” w koncepcji Emanuela Levinasa

5/5 - (9 votes)

SPIS TREŚCI

Wstęp
I. Życie i dzieło Emmanuela Levinasa
II. Idea Boga, a problem „Innego” w koncepcji Levinasa
1. Obecność Boga w filozofii
2. Transcendencja i zło, a problem „Innego”
III. Idea sensu życia, a problem „Innego”
1. Samowiedza, a problem „Innego”
2. Bliskość „Innego” a sens życia
3. „Inny”, a sumienie
Zakończenie
Bibliografia

WSTĘP

W wstępie mojej pracy chciałabym przybliżyć postać i filozofię Emmanuela Levinasa. Przemyślenia Levinasa wywarły ogromny wpływ na współczesną filozofię. Natomiast na osobowość filozofa wywarło ogromny wpływ żydowskie pochodzenie i cała historia jego narodu. Jego pierwszą książką, jaką przeczytał w swym życiu była „Biblia”, która wywarła ogromne piętno na jego psychice i postrzeganiu otaczającego świata. Wpływ tego dzieła jest zauważalny w całej jego twórczości. W swoich dziełach porusza takie problemy jak życie i egzystencja jednostki ludzkiej. Jednym z celów jego filozofii jest dotarcie do źródłowego doświadczenia, którym jest uznanie drugiego człowieka jako innego.

Także odkrycie w twarzy drugiego człowieka śladu Nieskończoności jest równoznaczne do odpowiedzialności za drugiego człowieka. Bardzo dużą wagę przywiązuje on do przykazania nie zabijaj i do wartości ludzkiego życia. Swoją filozofię opiera na własnych doświadczeniach związanych z przeżyciem dwóch wojen światowych. Dostrzegł w ludziach bestie, które zabiją drugiego człowieka z zimną krwią. Polemizuje na temat doświadczania i doświadczenia i wpływu na ludzi pewnych wydarzeń. Levinas w swojej filozofii próbuje przybliżyć największe wartości, jakimi powinien kierować się każdy człowiek w swoim życiu, jak i w stosunku do bliźniego. Ma on ogromny szacunek do życia ludzkiego.

W pierwszym rozdziale opisuję życie i dzieło, czyli jest to wprowadzenie do filozofii Levinasa.

Drugi rozdział poświęcony jest min. obecności Boga w filozofii, złu i problemom innego.

W trzecim rozdziale poruszam aspekt związany z sensem życia, a bliskością i problemami innego.

Mam nadzieję, iż po przeczytaniu poniższej pracy przybliżę państwu osobę Emmanuela Levinasa i jego spojrzenia na otaczający go współczesny świat.

Liczba stron 43
Nazwa Szkoły Wyższej Wyższa Szkoła Pedagogiczna Towarzystwa Wiedzy Powszechnej
Rodzaj pracy licencjacka
Rok oddania 2002
image_pdf

Koncepcja pamięci w ujęciu Bergsona na tle tradycji filozoficznej

5/5 - (10 votes)

Spis treści

Wstęp…3

Rozdział 1. Pamięć i przypomnienie.
1. Źródła problemu…5
2. Platon…7
3.Arystoteles…8
4. Św. Augustyn…9
5. Św. Tomasz z Akwinu…10
6. Empiryści Brytyjscy – definicja asocjacyjna pamięci…10
7. Pamięć jako magazyn…11
8. Konstruktywistyczna teoria pamięci…12
9. Pamięć jako agens…13
2. Realizm pośredni w teorii pamięci…15
2.1. Realizm bezpośredni w teorii pamięci…16
2.2. Fenomenalistyczna interpretacja pamięci…16
3.3. Marcel Proust – Pamięć i czas…18

Rozdział 2. Bergsonowska koncepcja trwania i pamięci.
4. Bergsowska koncepcja trwania…21
4.1. Trwanie i czas…23
4.2. Natura i własności trwania – trwanie i ja…24
4.3. Trwanie jako ruch…26
4.4. Intuicja jako metoda…28
5. Pamięć, czyli współistniejące stopnie trwania…30
5.1. Zasady pamięci…30
5.2. Znaczenie percepcji…32

Rozdział 3. Oryginalność koncepcji pamięci Henriego Bergsona.
6.Wstęp…37
6.1. Filozoficzne koncepcje pamięci…37
6.2. Antymaterialistyczna teoria pamięci Bergsona…39
6.3. Substancjonalność umysłu…41
6.4. Nieśmiertelność pamięci…42
7. Kultura pamięci…43

Zakończenie…45
Bibliografia…47

Wstęp

Tematyka pamięci jest na tyle ciekawa, by wywołać wiele kontrowersji wśród czytelników. Pamięć współcześnie stanowi przedmiot zainteresowania wielu dziedzin naukowych. Zajmują się nią m.in. psychologia, pedagogika, psychiatria, także medycyna i biologia próbują ustalić sposób jej działania. Również filozofia, począwszy od starożytności, badała ten problem.
W pierwszym rozdziale mojej pracy chciałem przedstawić różne koncepcje pamięci wraz z przypominaniem począwszy właśnie od starożytności, a skończywszy na współczesności. Jest to główny problem tego rozdziału. Wpierw omówię koncepcje pamięci i przypomnienia jako podstawę przekazu mitologicznego w starożytnej Grecji. Drugi problem to filozoficzne rozumienie pamięci i przypomnienia w kontekście filozoficznym. Dopiero ujęcie pamięci wyrastające z analizy filozofii człowieka może stanowić właściwy sposób analizy aktów pamięci oraz proponować właściwy system mnemotechniki (sztuki zapamiętywania). Przedstawię tu poglądy znanych filozofów pamięci; Platona, Arystotelesa, Św. Augustyna, Tomasza z Akwinu.

Dyskusje o pamięci, opisywanie modeli jej funkcjonowania i analizowanie jej społecznego kontekstu połączone jest z nieodłączną potrzebą budowania metafor. Stąd historia pamięci jest także historią metafor, które próbują zdefiniować tę niezwykłą część ludzkiej natury. Codzienne życie, sztuka, technika, religia stały się źródłami schematów pozwalających opisywać wciąż nie do końca zbadane procesy zapamiętania. W rezultacie przeprowadzonych analiz wyodrębniono cztery podstawowe metafory pamięci, które można znaleźć w mojej pracy. Są nimi: metafora pamięci jako magazynu, metafora sieci, konstruktora i agensa.1

Pamięć była także przedmiotem zainteresowania dyscypliny naukowej zwanej epistemologią. W tym rozdziale dyskusja na temat pamięci będzie obracać się głównie wokół kilku zagadnień. Pierwszy problem dotyczy tego; na czym polega pamiętanie czegoś? Chodzi tu o przeprowadzenie analiz ukazujących różnice pomiędzy przypomnieniem sobie jakiegoś przedmiotu, osoby lub zdarzenia, a tylko wyobrażeniem sobie tego przedmiotu, zdarzenia czy osoby.

Drugim problemem jest to, czy pamięć jest źródłem wiedzy. Trzecie zagadnienie epistemiczne zawarte jest w pytaniu, czy przypominając sobie coś, kontaktujemy się bezpośrednio ze swoimi minionymi doświadczeniami, czy też raczej prawdy na temat przeszłości tylko wywnioskujemy z naszego doświadczenia teraźniejszości. W związku z tymi problemami wymienię trzy stanowiska związane z pojęciem pamięci, a mianowicie realizmu pośredniego, realizmu bezpośredniego i fenomenalizmu. Na koniec zostanie też przedstawiona postać Benjamina Waltera, myśliciela niemieckiego, dla którego pamięć była jedną z najważniejszych kategorii w jego filozofii. Pamięć analizuje on na podstawie książki Marcelego Prousta pt. W poszukiwaniu utraconego czasu.

Drugi rozdział mojej pracy będzie określeniem tego, czym jest pamięć i trwanie w filozofii Henriego Bergsona. Jak wiadomo Bergson jest właśnie jednym z prekursorów współczesnej teorii pamięci, stąd też oryginalność jego koncepcji zainspirowała mnie do dalszych analiz. Bergson rozważa zagadnienie pamięci na tle problemu duszy i ciała, twierdząc tym samym, że pamięć nie jest częścią materii, a koncepcję trwania autor wiąże ze świadomością.

Prawdziwe trwanie to według niego umieszczanie świadomości w głębi rzeczy, przypisując im czas, który trwa. Jego zdaniem codzienne doświadczenie powinno nauczyć nas odróżniać trwanie jakościowe, do którego świadomość dociera bezpośrednio, od zmaterializowanego czasu ilościowego ze względu na rozwinięcie go w przestrzeni. Jednak główny przedmiot refleksji drugiego rozdziału będzie stanowić myśl o pamięci jako współistniejących stopniach trwania.

Rozdział trzeci w stosunku do dwóch poprzednich jest znacznie mniejszy. Zawierać będzie dalszą część analizy pamięci H. Bergsona jako wkładu do filozoficznej koncepcji pamięci i przypomnienia. Przedstawiona zostanie tu wnikliwsza teoria samego pojęcia pamięci na tle poprzednich koncepcji filozoficznych.

Wyjątkowość teorii Bergsona będzie można dostrzec także w polemice z istniejącą ówcześnie filozofią asocjacjonizmu. W tym jeszcze rozdziale przedstawiona zostanie pamięć w rozumieniu kultury. Pamięć w tym kontekście będzie pewnego rodzaju symbolem minionych pokoleń i kształtowania się naszej przyszłej rzeczywistości. To w odniesieniu do pamięci budujemy idee i wartości, przechwytując z przeszłości to, co najważniejsze dla teraźniejszości.

Wracając do pojęcia przypomnienia, to w nim pieczołowicie pielęgnujemy ślady minionych przeżyć i doświadczeń.

Liczba stron 48
Nazwa Szkoły Wyższej Uniwersytet Śląski w Katowicach
Rodzaj pracy magisterska
Rok oddania 2012
image_pdf